|
Pierwszy etap TdF zakończył się finiszem z peletonu. Końcówka była dosyć chaotyczna. Najlepszy okazał się Alessandro Petacchi. Włoch z zespołu Lampre-Farnese Vini przekroczył linię mety przed Australijczykiem Markiem Renshawem (HTC-Columbia) oraz Norwegiem Thorem Hushovdem (Cervelo TestTeam).
Od początku etapu uciekała trójka zawodników: Lars Boom (Rabobank), Alan Perez Lezaun (Euskaltel-Euskadi) oraz Maarten Wijnants (Quick Step). Ich maksymalna przewaga wynosił 7.30 min.
Peleton był spokojny i powoli doganiał ucieczkę. Prowadzący nie byli tacy spokojni. Na ostatnich 50 km próbowali odskoczyć i Boom, i Wijnants. Wijnantsowi ta sztuka się nawet udała. Po kilkunastu minutach dołączył do niego Aleksandr Pliuszyn (Katiusza), który odjechał z grupy zasadniczej. Boom i Perez Lezaun zostali wchłonięci przez peleton.
Dziewięć kilometrów przed metą Wynants i Pliuszyn zostali dogonieni. Końcówka etapu należała do sprinterów. Część z nich uczestniczyła w trzech kraksach. Najpierw upadli Mark Cavendish (HTC-Columbia) oraz Oscar Freire (Rabobank). Potem kilku szybkich ludzi zostało zablokowanych przez masową kraksę, do której doszło 800 metrów przed kreską.
W tym karambolu wzięli udział m.in. Lance Armstrong (RadioShack) oraz Fabian Cancellara (Saxo Bank). Tuż przed metą upadek zanotował również jeden z faworytów Tyler Farrar (Garmin-Transitions). Petacchi się tym małym bałaganem nie przejął i pewnie sięgnął po swój piąty w karierze triumf w Tourze.
Mimo upadku liderem pozostał Cancellara.
|